Sochaczew nie radzi sobie z falą drobnych przestępstw. Bezpieczniej ma być dzięki monitoringowi. Przydaliby się jeszcze strażnicy miejscy.
Ponad 100 rozbojów, 300 kradzieży z włamaniem, 400 kradzieży rocznie w Sochaczewie. To wprawdzie drobne, ale bardzo uciążliwe dla mieszkańców przestępstwa. Ich sprawcy najczęściej pozostają bezkarni.
Sytuacja mogłaby się zmienić, jeśli w mieście pojawiliby się strażnicy miejscy, tym bardziej, że rząd zapowiada zwiększenie ich uprawnień, a w mieście pojawić ma się monitoring. Obsługiwać go mają urzędnicy. W dodatku będą pracowali tylko do godz. 22.
– Z naszych doświadczeń wynika, że system miejskiego monitoringu powinni obsługiwać przeszkoleni funkcjonariusze straży miejskiej, żeby w razie konieczności mogli szybko zainterweniować. Niedobrze też, że w nocy nikt nie będzie obserwował ulic, bo wtedy również dochodzi do przestępstw, w dodatku zachodzi ryzyko uszkodzenia niekontrolowanych kamer – mówi Zbigniew Biegański, wicekomendant Straży Miejskiej w Żyrardowie.
Sytuacji nie chcą póki co oceniać policjanci z Sochaczewa, ale nieoficjalnie przyznają, że nawet jeśli zostaną powiadomieni o zdarzeniu, mogą nie mieć czasu na zajęcie się drobnym przestępstwem.
– Trudno spodziewać się cudu, jeśli policja ma do dyspozycji na dyżurze jeden, maksymalnie dwa patrole – mówi proszący o zachowanie anonimowości młody policjant.
Niewykluczone, że po zainstalowaniu 12 kamer miejskiego monitoringu w przyszłym roku w Sochaczewie pojawią się miejscy strażnicy. Jak twierdzi wieceburmistrz Sochaczewa Krzysztof Ciołkiewicz, ratusz rozważa wstępnie taką ewentualność.
– Na razie trudno mówić o jakichś wiążących decyzjach, ale po uruchomieniu monitoringu zastanawiamy się nad kolejnym krokiem. Niewykluczone, że przy planowaniu we wrześniu kolejnego roku budżetowego zostaną zagwarantowane pieniądze na zatrudnienie pięciu strażników i zakup samochodu dla nich – mówi Ciołkiewicz.
W Sochaczewie funkcjonowała straż miejska, prawie 10 lat temu została zlikwidowana. Ratusz i mieszkańcy uznali, że jest za droga i tak naprawdę zbędna.
– Pojawiły się głosy, że wykładanie pieniędzy z budżetu na panów, którzy głównie zajmują się przeganianiem spod rynku staruszek handlujących pietruszką mija się z celem – mówi Daniel Wachowski, rzecznik sochaczewskiego ratusza. Jego zdaniem jest mało prawdopodobne, że SM zostanie powołana. Ze wstępnych wyliczeń wynika, że kilku strażników kosztowałoby budżet miasta około 400–500 tys. zł rocznie.
Choć koszty utrzymania SM są duże, przykład Żyrardowa pokazuje, że warto wydać pieniądze. Co tydzień strażnicy miejscy interweniują po kilkadziesiąt razy. Łapią wandali, pijaczków, chuliganów.
Autor artykułu: Anna Wrzesień